Mhm. Rozumiem. Ale mam to generalnie w dupie.

 

Naprawdę utwierdzam się w przekonaniu, że używanie w kontaktach międzyludzkich zwrotu „nie przejmuj się” powinno być karalne. To w ogóle komukolwiek dodało w życiu otuchy?  Czy to nie synonim do „mam to w dupie”? Ilekroć przypomnę sobie sytuację, w której w taki sposób ktoś skwitował moje problemy czy rozterki dostaję furii.  Najczęściej dodawane są do tego równie denne, małowartościowe i nic nie wnoszące człony. Moje ulubione to: …na pewno sobie poradzisz, …nic mu nie będzie, …na pewno nie będzie tak źle. Po pierwsze takie podsumowanie tematu przez rozmówcę sprawia, że czujemy się od niego gorsi. Bo się martwimy, bo jest w nas strach, a to cechuje słabych. Zderzamy się z pustym frazesem lub wymuszonym optymizmem. Generalnie nic dobrego to nie wniesie ani do naszego życia, ani do wspólnych relacji. Czasem reagujemy irytacją i słowami „ale jak mam się nie przejmować, gdy…” i/lub „postaw się w mojej sytuacji”. Zapewniam – nie postawi się. I to też trzeba zrozumieć, zaakceptować.  Ludzie tak naprawdę nas nie rozumieją. Bo i niby dlaczego mieliby? Jesteśmy sumą naszych własnych doświadczeń i cech osobowości. Przeżywamy wszystko na swój sposób. I choć wydaje nam się, że to co odczuwamy jest niewyobrażalne i unikatowe, z reguły takie nie jest. To my kreujemy nasze strachy. A mając już tego świadomość – wróćmy do początku. Czy nie lepiej wznieść się na wyżyny, czasem cofnąć do swoich doświadczeń, przeżyć i uczuć i wykrzesać z siebie coś więcej niż puste „nie przejmuj się”? Z reguły mówimy tak, gdy po prostu nie chce nam się tej rozmowy ciągnąć, gdy nas nie interesuje. Bo nie wierze, że nie można postarać się bardziej. Często wiele oczekujemy od ludzi, z którymi jesteśmy w jakiejś relacji. Nieważne czy to Twoja matka, mąż, przyjaciel czy dziecko. Oczekujemy pełnego zrozumienia i pełnej akceptacji. Nieustannego wchodzenia w naszą skórę.  Mamy tych kontaktów całe mnóstwo, a jednak nieustannie czujemy się samotni i nierozumiani. Zmiany zawsze należy zacząć od samego siebie. Zastanawiam się, czy dobrym krokiem do poprawy tych stosunków nie będzie na początek krótki trening. Spróbujmy ugryźć się w język za każdym razem, gdy mamy ochotę spławić kogoś tekstem „nie przejmuj się”. Otwórzmy się na innych, a to z pewnością zaowocuje.

10462970_669217293171303_2590333517659326796_n