Moich 6 bzdurnych wydatków

Pixabay / CC0

Mając już dwuletni staż macierzyński dochodzę do wniosku, że całe wychowywanie pierwszego dziecka z ciążą włącznie to jeden wielki eksperyment. Projekt zagadka. I choć nie wiem jak dobrze się do tego przygotujemy – nie unikniemy błędów i irracjonalnych zachowań. Najgorsze jednak jest kompletowanie wyprawki… Z czego ja teraz najbardziej się śmieję?

 

  1. Butelka do karmienia

Od zawsze wiedziałam, że karmić piersią nie zamierzam, dlatego obowiązkowo musiałam kupić butelki. Można kupić jedną i sprawdzić czy dziecku dany smoczek będzie odpowiadał. Ale do tego trzeba wiedzieć, że rodzajów smoczków jest mnóstwo. Oj mnóstwo – boleśnie tego doświadczyłam latając po mieście przez parę dni z noworodkiem na ręku i szukając nowych kształtów. Bo ja chciałam być sprytną matką i jeszcze w ciąży zakupiłam bardzo drogi zestaw składający się ze sterylizatora, podgrzewacza, 6 butelek, smoczków w różnych rozmiarach, pojemników na mieszankę… Oczywiście wszystko pięknie rozmieściłam w kuchni X czasu przed planowanym porodem. Paniczowi nie przypasowały. Nie muszę chyba dodawać, że sterylizatora nie użyłam nigdy? 😉

 

  1. Przewijak

Małe dziecko przewija się właściwie non stop. Właściwie w pewnym momencie myślisz, że tylko z tego składa się Twój dzień. Zmieniasz te pieluchy niemalże częściej niż karmisz. Dlatego przewijak na idealnej wysokości jest bardzo istotny. Oczyma wyobraźni widziałam tę piękną komodę z przewijakiem i podręcznym zestawem idealnie posegregowanych – podkładów, pieluszek, chusteczek, kremów, kremików i zasypek. Ze względu na mały metraż czar szybko prysł. Ale, ale…. Przewijak na łóżeczko i wiszący organizer! Koniecznie! Kupiłam, powiesiłam, zamontowałam. I nie użyłam nigdy – po miesiącu z przewijaka zrobił sobie legowisko kot, a po dwóch ustrojstwo wylądowało w piwnicy. Pieluszki zmieniałam na kanapie lub naszym łóżku…

 

  1. Ubrania ciążowe

O tak. Bardzo chciałam być  przyszłą mamą prosto z żurnala, a że finanse mnie nie blokowały – szalałam. Właściwie po zakończeniu I trymestru ubierałam się tylko w takich sklepach. Już pominę fakt, że pieniądze te były wyrzucone w błoto, bo ciuchy nosiłam chwilę. W ostatnich dniach przed porodem, kiedy w potwornym upale toczyłam się z miejsca na miejsce i miałam już serdecznie dość tej całej ciąży, obrzęków, dolegliwości i zniecierpliwienia z przyjemnością wyobrażałam sobie jak wyrzucam te wszystkie namioty i znowu nosze swoje stare, normalne ciuchy….

 

  1. Chusta do noszenia dziecka

Kolejny, totalny must have dzisiejszej młodej matki. Oczywiście, że kupiłam, a jakże! Godzinami nie mogłam się zdecydować na odpowiedni wzór „żeby pasował do wszystkiego”. I koniecznie dobry gatunkowo, rekomendowany.  Czyli drogi. Pal sześć czy w ogóle będę umiała to coś zawiązać, czy mojemu dziecku będzie to odpowiadało. Miałam i wierzcie mi na słowo, że robiłam milion podejść, Paniczowi ewidentnie się nie podobało, w żadnym wariancie wiązania. Powiem więcej – ten ogromny kawał materiału działał na niego dosłownie jak płachta na byka. Ostatecznie chusta po lekkiej modyfikacji znalazła swoje zastosowanie jako narzuta na kanapę.

 

  1. Nosidło

Pokłosie punktu 4. Nie rezygnowałam. Nic nie dało mi do myślenia to, że dziecko wyrywa się z chusty. Może mu w niej za gorąco? A może faktycznie źle wiązałam? A może cała procedura wiązania go drażniła? Kupiłam więc nosidło, mega popularne, mega zachwalane. Na stronie internetowej same uśmiechnięte mamy z bobasami w nosidełkach. I to mamy różnych narodowości, światowe, globtroterki. Fanpage na fb z tysiącami polubień.  Wybrałam piękny wzór w słonie i czekałam jak pięciolatka na pierwszą gwiazdkę w Wigilię. Efekt końcowy był jak w punkcie 4. Ostatecznie odsprzedałam.

 

  1. Niepraktyczne ubranka

Teraz już wiem, że te wszystkie fikuśne ubranka (przebrania?) w rozmiarze 56 są skierowane do kobiet, które spodziewają się pierwszego dziecka i/lub osób, które są bezdzietne, a idą młodą mamę odwiedzić.  Gdzie ja miałam rozum? Naprawdę sądziłam, że ubiorę noworodka w ogrodniczki i polo? Że założę mu małe trampeczki i czapeczkę z daszkiem?  Dobrze, że nie spodziewałam się córki, te sukieneczki… Ten, kto wymyślił pajacyki na zatrzaski musiał być mężczyzną….

 

Uwaga, tekst odnosi się do pierwszej ciąży. Głęboko wierzę, że w każdej kolejnej miałabym już więcej zdrowego rozsądku 😉