Okiem Samotnej Matki: Gdy musisz oddać dziecko, bo tak nakazał sąd

Niezależnie od tego, czy doszło do rozwodu czy też żyliście w konkubinacie – jeśli rozstaliście się, a ojciec dziecka chce aktywnie uczestniczyć w jego wychowaniu, trzeba przy rozstaniu to dziecko “podzielić”. Choć  brzmi to bardzo przedmiotowo, w świetle prawa takie właśnie jest – kto kiedy, jak w święta, co z wakacjami, miejsce pobytu, przeprowadzki, chorobowe i ważne uroczystości rodzinne. Sąd sądem, rozum rozumem, a serce sercem. Idealna recepta? Ja nie znam.

Nie wiem, jak to jest, gdy rodzice dziecka walczą między sobą. Nie wiem, jak to jest, gdy jedno szuka na drugiego haka. Nie wiem, jak to jest, gdy w sądzie kolejno zmieniają się świadkowie, a w głowie kołacze się myśl “co oni wygadują?”. I nie powiem, że dzięki Bogu, bo nikt za nas tego nie zrobił, tylko we własnym zakresie wypracowaliśmy system, który działa. Działa od strony technicznej, emocjonalnie kuleje, ale kuleć będzie już chyba zawsze.

Ania wie, że jej związek się rozpada i rozmawia ze mną, bo jest przekonana, że zrozumiem jej rozterki. Matki, które znam, z reguły tkwią w związku dla dobra dziecka. Ania mówi co innego. – Nie wyobrażam sobie, że nie ma przy mnie Zosi, że musiałabym mu ją oddać na weekend – wyznaje w kolejnej rozmowie. I właśnie dlatego wciąż z nim jest – bo może kontrolować każdą sekundę życia swojego dziecka i pozostając w nieszczęśliwym związku stwarza pozory rodziny, sprawując niemal samodzielnie pieczę rodzicielską. Nie dziwię się, w końcu każda normalna matka chce bronić i strzec swojego dziecka. Ale co w sytuacji, gdy musi się tym dzieckiem podzielić, bo tak potoczyły się ich losy, a w dodatku tak zadecydował sąd?

Osobiście uważam, że ojciec odgrywa w życiu dziecka bardzo ważną rolę – ze względu na więzy krwi, ale także z całą swoją miłością, zaletami i wadami. Nam udało się wypracować system, w którym dziecko spędza u taty pięć dni co dwa tygodnie, od czwartku do poniedziałku. Uzgodniliśmy to wspólnie, a sąd pobłogosławił. Tyle w teorii. W praktyce jest różnie, ale i tu potrafimy się dogadać – coś się przesunie, coś się “odbierze” w innym terminie, jedno drugiemu pomoże, gdy “kurczę, mam delegację w ten piątek”. Jestem przekonana, że logistycznie wszystko można dopiąć, bo jeśli nie sami, to sąd wszystko wyznaczy, co do minuty. A jak ktoś mimo to jest niezadowolony, to przecież nikt mu nie broni sądzić się latami. As you wish. Wspominałam już, że to kosztuje niemało?

W całym tym podziale opieki rodzicielskiej (wyłączmy na moment emocje dziecka z tego galimatiasu, bo nigdy nie dojdę do brzegu), to nie te sądowe przepychanki są najgorsze. Słuszne są obawy mojej znajomej, Ani. Okres, w którym dziecko przebywa pod opieką drugiego rodzica jest naprawdę straszny. Myśląc na chłodno, można wykorzystać go bardzo szeroko. Te z nas, którym brakuje kontaktu z innymi, mogą wtedy spotykać się ze znajomymi. Te, które chcą się dokształcać, mogą zapisać się na studia/kursy/szkolenia. Te, które chcą zadbać o siebie, mogą iść na fitness czy do fryzjera. Wiem jednak z własnego doświadczenia, że gdziekolwiek, z kimkolwiek i cokolwiek będziemy robiły, nasze myśli będą krążyły wokół dziecka. I będą się przeplatały z ogromnymi wyrzutami sumienia.

“Tak mnie denerwował w tym tygodniu, ale w sumie nie zrobił nic złego”

“Powinnam była wtedy odpuścić”

“Ciekawe, jak się bawi”

“Mam nadzieję, że nie wróci podziębiony”

“Za rzadko go przytulam”

“Jak wróci to pójdziemy do kina”

“A może tam jest mu lepiej niż ze mną?”

“Wieczory powinny być tylko dla nas, za dużo pracuję”

“Zacisnę pasa i kupię mu tę zabawkę”

“A może podjęłam złą decyzję?”

Do tego dochodzi mnóstwo innych myśli. Czy nie tęskni przypadkiem? Nie budzi się w nocy? Lubi wypić kakao przed snem, oby nie podał mu zbyt gorącego. Nie spakowałam mu resoraków, zapomniałam. Pyta o mnie? A może chciałby się przytulić. W domu przed snem czytamy książki o dinozaurach. Czy “tam” są jakieś książki o dinozaurach? Lubi, gdy rano w przedszkolu czyta mu się jadłospis. Czy tata znajdzie na to czas? Mam nadzieję, że nie siedzi do późna przed telewizorem i myje rano zęby.

Tak, Aniu, nie jest łatwo oddawać dziecko. Nie jest łatwo żyć w tym czasie swoim życiem. A wszystkie rady typu “korzystaj, wykorzystaj ten czas dla siebie” można wsadzić między bajki.

Nie wiem, jak jest w sytuacji, gdy ojciec dziecka jest nieodpowiedzialny i zagraża jego zdrowiu i życiu. Nie wiem, jak to jest, gdy ktoś przedstawia matkę w oczach dziecka w złym świetle. I mogę tylko mieć nadzieję, że nigdy się nie dowiem.